Paczkobranie
Już za chwileczkę, już za momencik- piątek z detoksem zacznie się kręcić! Zacznie się kręcić detoksik z panem, czy wszystkie buzie już roześmiane?
Kurier Maciej, przywitawszy się z moim psem a potem ze mną, po Polsku-oddał mi paczkę, zapytał o imię i odjechał w bliżej nie znanym mi kierunku. Chociażby miał pojechać na koniec świata- ja już o to nie dbam bo właśnie stałam się szczęśliwą posiadaczką zdrowia w pigułce. Niemal dosłownie.
Dieta zawsze była dla mnie koszmarkiem i karą. Zamachem na wolność. Każdy przymus traktowałam każdorazowo w ten sam sposób; nie mogę tego zjeść? No to zjem potrójną porcję…
Nie licząc detoksu, o którym wspominałam w pierwszym poście- nigdy nie udało mi się wytrwać z dietą. Albo oszukiwałam w weekend, albo w jeden dzień tygodnia. Czasami podjadając coś niedozwolonego mówiłam sobie- a to mi przecież nie zaszkodzi. I tak w koło Macieju (coś mnie ten Maciej dzisiaj prześladuje).
Skoro suplementy i produkt do uzdatnienia wody dotarł- mogłabym zacząć już jutro… Zacznę jednak w piątek! Piąteczek! Piątunio! Zazwyczaj zaczyna się od poniedziałku (czyż nie każdą dietę właśnie tak?), ja jednak zaczynam w piątek. Przygotowuję się mentalnie i fizycznie do nowego. Kiedyś szłam na żywioł. Kiedy nieszczęśliwie zapadłam się w świat depresji i obniżenia nastroju, stałam się introwertykiem. Zawsze wysoko wrażliwa, teraz jeszcze introwertyczna. Przez to właśnie najbardziej lubię się do czegoś psychicznie przygotować. Skakanie na głęboką wodę już mnie tak nie bawi. Przygotowanie lodówki ze składnikami diety, doczytanie i dogranie szczegółów. A potem jak to mawiał Kapitan w Podróżach Pana Kleksa: Cała na przód ku nowej przygodzie!
Komentarze
Prześlij komentarz